Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

February 20 2013

alwaysforever

You in me, part 1.

-W porządku? - pyta, wykonując kolejne pchnięcia.
-Tak... - dyszę. -Nie przestawaj. - przymykam powieki i uśmiecham się.
-Kocham Cię, Eleno. - szepcze.
-Też Cię kocham, Damonie. - odpowiadam.
-Wiem. - śmieje się.
I zastyga we mnie. Jest to niewyobrażalnie podniecające. Nagle stajemy przy ściany. On opiera się o nią plecami, a ja jestem przed nim. Wciąż jest we mnie.
-Pieprz mi. - syczy.
Z początku się denerwuję, ale po chwili biorę się w garść. Poruszam tanecznie biodrami w tył i w przód, czując go w sobie niesamowicie głęboko. Łapie mnie za pośladki i ściska je. Piszczę z bólu, który mnie o dziwo zadowala. Aby przyśpieszyć swój orgazm, dłońmi dotykam łechtaczki i delikatnie ją pocieram.
-Cholera... - czuję wrastające pożądanie.
-Tak... dojdź do mnie. - mówi Damon.
I eksplodujemy w orgazmie. Krzyczę na cały dom. Dobrze, że nie ma Stefana... Jezu... Zdradzam go, ale nie interesuje mnie to...
Nasze krzyki łączą się w jedność. Wysuwam kły i przejeżdżam nimi po piersi Damona, na której zostawiam szybko gojące się rany.
-Nigdy nie piłam krwi podczas seksu. - mówię z uśmiechem, poruszając biodrami.
-Ja też... - mówi.
Uśmiecham się zadziorczo i przybliżam twarz z powrotem do jego piersi. I wbijam się nią. Mocno. Wysysam z niego krew, dotykając sutka.
-Mmm... - mówię, kiedy kończę. -Spróbuj. - wysuwam do niego klatkę piersiową.
Wysuwa kły i wbija się w moją lewą pierś. Przegryza przy tym mojego sutka, co jeszcze bardziej dopełnia mój orgazm.
Zamieniamy się miejscami. Ja jestem przy ścianie. Bierze moje nogi i owija sobie wokół tułowia. Po naszych klatkach piersiowych spływają krople krwi. Cóż za niesamowity widok. Biorę ręce za siebie i wbijam paznokcie w ścianę, odczując setny orgazm. Porusza się we mnie niezwykle szybko.
-Pieprzył Cię ktoś kiedyś od tyłu? - pyta.
-Nie... - odpowiadam na ostatnim tchu.
Wysuwa się we mnie i odwraca przodem do ściany. I wchodzi w moją pupę. Cholera! Co za uczucie... Rozluźniam się, dzięki czemu mogę poczuć go w sobie głębiej. Do mojej kobiecości wsuwa dwa palce, a drugą dłonią ściska moją pierś. Czuję niesamowitą rozkosz. Dotyka każdego mojego intymnego miejsca. Ustami błądzi po mojej szyi, zostawiając malinki.
-Spróbuj. - wsuwa do moich ust dwa palce, które przed chwilą we mnie miał.
Ssę je i czuję słodko-gorzki smak. Smakuje mi. Przyssiewam się bardziej i rozpływam. Co za wspaniały seks... Jejku. Dlaczego tyle czekałam?

February 18 2013

alwaysforever

Your touch, part 1.

Siedzę w barze z Damonem. Chciałam pobyć sama, ale jako nowy wampir jest mi to zabronione. Jestem więc "skazana" na picie drinka w jego towarzystwie. On ewidentnie chce mnie zdenerwować. Błądzi dłonią po moim udzie.
-Damon. - besztam go.
-Co? - wzrusza ramionami.
-Wiem, co robisz. - odpycham jego rękę.
-Tylko się zabawiam.
-To nie ze mną.
-Czuję, że jesteś na mnie napalona. - szepcze do mojego ucha, delikatnie je ssąc. Zastygam. -Chciałabyś zedrzeć ze mnie koszule, błądzić wargami po moim torsie i poczuć mnie w sobie.
Przymykam oczy i oddycham szybko. Wzbudza we mnie pożądanie. I nagle odpina guziki od moich spodni. Patrzę na niego karcąco. On wsuwa dłoń pod moje majtki i gładzi palcami moją kobiecość.
-Damon! - mówię głośniej. -Co Ty robisz?
I wsuwa we mnie dwa palce. Zniżam głowę i otwieram usta czując go w sobie. Zaciskam pięści na obrusie i dyszę.
-Cholera... - syczę.
Rozglądam się po otoczeniu, ale wszyscy są zajęci sobą.
Zgina we mnie palce, drażniąc miejsce intymne.
-Jezu... przestań... chcesz, żebym doszła? - pytam.
I chcę krzyknąć, kiedy doznaję orgazmu, ale on zamyka moje usta gorącym pocałunkiem.
I przestaje.
Zapinam pośpiesznie rozporek i guziki.
-Co to miało być do cholery?! - pytam.
On uśmiecha się i wychodzi przed bar.
-Co to miało być?! - powtarzam, idąc za nim.
-Chciałem wzbudzić w Tobie podniecenie. Udało mi się. Aż doszłaś. W barze. Wow. - klaszcze w dłonie.
-To było...
-Rozkoszne, podniecające, niezapomniane, seksowne? - uśmiecha się.
-Chore. - prostuję.
-Nie podobało Ci się? - przybliża się do mnie.
-Nic takiego nie powiedziałam. - odpowiadam z rumieńcem.

February 17 2013

alwaysforever

Why do I feel it?, part 1.

Siedzę w barze z Caroline, Mattem, Bonnie, Jeremym i Damonem. Ten ostatni ma mnie pilnować, abym panowała nad głodem. Pijemy wódkę i świetnie się bawimy. Cały bar jest zatłoczony, bo jest impreza.
-Może zagramy w butelkę? - proponuje Caroline. -Prawda i wyzwanie. Co wy na to?
Nie jestem z tego powodu zadowolona, nigdy nie lubiłam tego typu gier.
Caroline kładzie na środek stolika pustą butelkę po piwie.
-Ja pierwsza! - krzyczy i zakręca butelką.
Modlę się, aby nie wypadło na mnie... Ale... wypadło na mnie.
-Prawda czy wyzwanie?
-Prawda. - odpowiadam.
-Z iloma facetami spałaś? - pyta.
Tylko Matt i Stefan. Nikt więcej.
-Dwoma. - odpowiadam.
Aby odwrócić od siebie uwagę, zakręcam butelkę, która wskazuje na Jeremyego.
Zabawa toczy się w najlepsze, dla niektórych. Trafiło na mnie cztery razy i zawsze brałam prawdę.
-Elena! Znowu! - krzyczy Caroline. -Prawda czy wyzwanie?
-Prawda.
-Do cholery, Elena! Weź wyzwanie!
Patrzę na wszystkich zakłopotana i kiwam głową.
-Wyzywam Cię, żebyś... - zaczyna i myśli. -Pocałowała z języczkiem.... Damona! - krzyczy.
-Co?! - wyłupiam wzrok.
Patrzę zakłopotana na Damona, a on wzrusza ramionami.
-Nie masz wyboru.
Przegryzam wargę. Przy wszystkim? Boże. Kładę dłonie na jego polikach i posiadam jego usta w delikatnym pocałunku.
-Ej! Miało być namiętnie! - dokrzykuje Bonnie.
Wysuwam język i czuję to... Wspaniałe uczucie. Błądzę dłońmi po jego plecach, a on swoimi po moich biodrach. Siadam na nim okrakiem i całuję bardziej zachłannie. Chciałabym go w sobie poczuć.
-Łoho! Zagalopowaliście się! - pokrzykuje Matt, a my się od siebie gwałtownie odsuwamy.
Zniżam głowę i rumienię się. Co ja zrobiłam? Przecież jestem ze Stefanem!
-Przepraszam... muszę do toalety. - bąkam i biegnę w kierunku łazienki.
Wpadam do środka i opieram się o ścianę. Głośno i szybko oddycham. Przypominam sobie ten pocałunek. To uczucie...
-Elena, wszystko w porządku? - do środka wchodzi Damon.
-Wyjdź. - syczę.
-Nie powiem Stefanowi. - mówi.
-Dlaczego tak mnie pociągasz? - przytrzaskuję go do ściany.
-Bo jesteś wampirem. Twoje uczucia się wzmocniły. - odpowiada.

February 16 2013

alwaysforever

Want you too much, part 1.

Wychodzę z łazienki owinięta w sam ręcznik. Podchodzę do szafy i rzucam go z siebie. Wyciągam z niej piżamę. Odwracam się w stronę łóżka i staję jak wryta.
Damon.
Siedzi na parapecie.
-Boże! - krzyczę.
-Ciągle jesteś naga. - patrzy na mnie.
Ochłaniam i szybko zasłaniam się ręcznikiem. Siadam na łóżku i chowam twarz w dłoniach. Damon widział mnie... nago. Boże. Jezu.
-Idź stąd. - warczę, kiedy do mnie podchodzi. On jednak siada obok mnie. -Jak mogłeś? Widziałeś mnie... nago. Dlaczego nie powiedziałeś, że tu jesteś?
-Masz to samo co Katherine. - wzrusza ramionami.
-Damon! - trącę go ramieniem.
-Jesteś piękna. - szepcze do mojego ucha.
-Przestań, po co przyszedłeś? - odpycham go od siebie i wstaję.
-Nie odbierasz telefonu. - zaczął. -Ale nie ważne. Chcę Cię poinformować, że z rana wyruszamy na wyspę szukać lekarstwa.
-Pozwól mi się więc położyć. - chcę go wyminąć, ale on zagradza mi drogę.
-Drżysz. - dotyka opuszkami palców mojego ramiona i zjeżdża w dół. Przymykam powieki. Mimo wszystko nie potrafię mu odmówić.
-Damon... - bąkam zdyszanym głosem.
Uśmiecha się i kładzie dłoń na moim udzie, delikatnie je gładząc.
-Damon... - powtarzam, wpatrując się w jego usta.
-Mam przestać? - pyta. -Powiedz słowo, a przestanę. Tylko słowo. - muska ustami moje obojczyki.
Nie mogę nic powiedzieć. Przymykam powieki i odchylam głowę. To takie wspaniałe uczucie. I nagle zrzuca ze mnie ręcznik. Stoję przed nim zupełnie naga. Ale nie przeszkadza mi to. Wpatruję się w niego, a on we mnie. Łapię go za kołnierz koszuli i przyciągam do swoich ust. Oplatam nogi wokół jego talii, a on przytrzymuje mnie pod pupą i dociska do ściany, zagłodniale wpychając do moich warg język. Dyszę mu w usta. Zniża głowę i muska moje piersi. Wplątuję dłonie w jego włosy i rozkoszuję się jego dotykiem. Dwa dni temu zerwałam ze Stefanem, a teraz to...
Zauważam, że on wciąż jest ubrany. Zdzieram z niego koszulę i całuję jego tors, podczas gdy on obdarza pocałunkami moją szyję.
I nagle czujemy, jak przechodzi przez nas wiatr i słyszymy huk otwierającego okna.
Stefan.
-Stefan! - krzyczę.
Odrywamy się od siebie. Sięgam po ręcznik i zawijam się nim.
-Co Wy...? Nie... - kręci głową i zniża ją.
Patrzę na Damona, który też nie wie, co robić.
-Stefan... My... Boże...
-Nie, daj spokój, Eleno. - macha dłonią i wychodzi.
-Wyjdź! - krzyczę do Damona i popycham go w stronę drzwi.
-Ale Elena...
-Wyjdź... To był błąd.
-Błąd? Najwyraźniej moim błędem było kochanie Cię przez ten cały czas.
-Damon, przestań.
-Nie, Eleno. Kochasz mnie?
-Damon...
-Kochasz?
-Tak. Kocham.
-Dlaczego więc był to błąd?
-Bo... ja... Stefan ciągle gdzieś we mnie tkwi, mimo wszystko. Minęły dwa dni!
-To nie ma sensu. Moje staranie się o Ciebie.
-Nie... Ja po prostu nie jestem gotowa.
-Kiedy będziesz? Jak weźmiesz lekarstwo i dobijesz pięćdziesiątki?
-Przestań...
-Nie zamierzam.
-Och, pieprzyć to. - zrzucam z siebie ręcznik i przyciskam go do ściany, po czym namiętnie całuję.

February 13 2013

alwaysforever

It's not me, part 1.

-Damon... Nie powinniśmy. - szepczę, jednocześnie całując jego tors. -Stefan wyjechał na parę dni... Jutro wróci... Nie powinnam  go zdradzać...
-Więc przestań. - mówi, liząc moje piersi.
-Nie mogę...
-Więc nie przestawaj.
Powalam go na łóżko i zdzieram z niego spodnie. Co z tego, że Stefan wyjechał na parę dni i jutro wróci... Dlaczego on w ogóle wyjechał? Aaa... Uczy Caroline polowania. Nie mogę się oderwać od Damona. Od jego niesamowitego ciała, dotyku.
-Elena... - syczy, kiedy zajmuję się jego męskością.
-Mmm... - mruczę.
Siadam na nim okrakiem i nabijam na niego.
-Ach... - czuję to. W całej sobie.
-O tak... - zadowala się.
I poruszamy się szybciej. On nie wychodząc ze mnie, znajduje się nade mną. Wymnaża kły i przejeżdża nimi po moim dekolcie... brzuchu. Zostawiając krwawe ślady. O dziwo nie przeszkadza mnie to. Wręcz przyciągam go do siebie, aby nie przestawał. Wypycham biodra do przodu, aby poczuć go w sobie bardziej. Mocniej. Głębiej. I zaczyna to robić niezwykle szybko. W wampirzym tempie. Czuję ból połączony z rozkoszą. I rozpływamy się w orgaźmie...
**
-Stefan! - szczęście, że zdążyłam się ubrać i nie przyłapał mnie i Damona razem w łóżku. -Tęskniłam. - kłamię.
Rzucam mu się na szyję i całuję w usta. Ale nie czuję tego samego... Przed oczami ciągle mam noc z Damonem.
-Naprawdę? - droczy się.
-Naprawdę. - odpowiadam.
-Muszę wziąć przysznic. - mówi.
Kiwam głową, a on kieruje się do łazienki.
Wzdycham. Nie powinnam go oszukiwać.
Wchodzę do sypialni Damona, ale jego tam nie ma. Pewnie jest w kuchni, albo w piwnicy i pije krew. Wchodzę do łazienki. Staję przed lustrem i przyglądam się sobie. Jestem inna... Moja twarz wygląda na szczęśliwą, a cała ja wyglądam na spełnioną. Staję na przeciwko dużego lustra. Unoszę podkoszulek i widzę cztery krwawe linie. Damon mi to zrobił... Dotykam ich. Czuję ból. Przyjemny. Przypominam sobie nasz seks... To było takie piękne. Zamykam oczy i napieram dłońmi na umywalkę. Chcę znowu poczuć ten ból znowu. Jestem teraz jak w transie. Sięgam po wsuwkę i przejeżdżam nią dwa razy po prawym nadgarstku.
-Ach... - syczę z zadowolenia.
-Elena! - do środka wpada Damon.
-Damon... - szepczę.
-Co Ty robisz do cholery?! - wyrywa mi wsuwkę.
Nadgryza swój nadgarstek i przykłada mi go do ust. Ssę mocno i czuję, jak rany na ręce i dekolcie powoli się goją.
-Ja... - chowam twarz w rękach. -Chciałam poczuć ból...
-To przeze mnie?
-Nie, nie wiń siebie.
W jego oczach staje smutek.
-Chciałam Cię poczuć. W sobie. - owijam lewą nogę wokół jego tułowia i szepczę mu do ucha.
-Stefan jest w domu... - mówi, lekko dysząc.
-Bierze przysznic, prawda? Nie jestem wampirem.
-Słyszę wodę.
-Szybki numerek? - uśmiecham się.
W wampirzym tempie dociska mnie do ściany i rzuca ze mnie dresy i majtki, a sam zdejmuje swoją dolną bieliznę. I wbija się we mnie. Lekko jęczę.
-Cii... - przykłada palec do moich ust, po czym je całuje, aby zagłuszyć krzyki.
Wypycham biodra i poruszam nimi w tył, w przód, aby poczuć go głębiej.
-Muszę iść. - mówi Stefan, kiedy jesteśmy w trakcie jedzenia kolacji. Damon wyszedł na polowanie.
-Co się stało? - pytam.
-Dostałem smsa od Caroline. Znów nad sobą nie panuje.
-Dziękuję, że jej pomagasz. - całuję go w polik.
-Wrócę za jakąś godzinkę, przepraszam. - uśmiecha się i wychodzi.
Jestem sama. Sama w tym wielkim domu.
Kieruję się do sypialni Damona. Siadam na łóżku i dotykam dłońmi pościeli, przypominając sobie naszą noc. Czuję, jak wzrasta we mnie pożądanie. Rozchylam nogi na bok. Mam na sobie sukienkę na ramiączka, stanik i przezroczyste majtki. Moja dłoń kieruje się do mojej kobiecości. Wkładam rękę pod materiał dolnej bielizny.
Sama nie wiem, dlaczego to robię. Nie panuję nad sobą.
Dwoma palcami macam swoją łechtaczkę. Wspinam się lekko na palcach. Lewą, wolną ręką, wspieram się na łóżku. Odchylam się troszeczkę do tyłu. Głowę mam odchyloną. Przymykam powieki i dyszę głośno. I wsuwam w siebie dwa palce.
-Ach! - jęczę.
Drugą ręką zganiatam swoje piersi, czując niesamowitą rozkosz.
-Boże... - czuję narastającego pożądanie.
Osuwam się na łóżku. Zginam nogi i rozchylam je. Zrzucam majtki na podłogę, a sukienkę zdejmuję przez głowę. Przegryzam wargę. Po raz pierwszy sama się dotykam.
-Elena...? - do pokoju wchodzi Damon.
Zaprzestaję przyjemnością i przerażona siadam na łóżku.
-Damon! O boże, Damon! - histeryzuję. Owijam się kołdrą, zabieram ciuchy oraz bieliznę i chcę wybiec z pokoju. Czuję się okropnie. Jestem upokorzona.
-Nie stój. - łapie mnie w pasie.
-Zostaw mnie! Jezu... widziałeś, jak ja... O boże! Co się ze mną stało?! - szlocham. -Ja... masturbowałam się! - wyduszam. -I Ty to widziałeś! Jezu.
-Elena, spokojnie. - przytula mnie.
-Nie, nie dotykaj mnie. Czuję obrzydzenie do swojego ciała. Nie dotykaj mnie! - próbuję mu się wyrwać, ale on trzyma mnie mocno.
-Elena... Nie robiłaś nic złego.
-Nie jestem jakimś maniakiem seksu, Damon! To nie ja...
-Nie powiem nikomu. - głaszcze mnie po głowie.
-Ciągle to czuję... Chcę więcej. Jak mam to powstrzymać? - łkam.
-Nie powstrzymasz tego. Musisz spełniać swoje potrzeby.
-Tylko Ty możesz je spełnić.
Damon zrzuca ze mnie prześcieradło i dociska mnie do ściany. I wsuwa we mnie dwa palce.
-Mm... - zachwycam się. -Nie chcę żebyś przestawał.
Odrzucham go od siebie i popycham na ścianę. Ściągam mu spodnie i bokserki. Łapię jego męskość i wsuwam sobie do ust. Przód, tył, przód tył. Powoli łapię rytm. On jęczy i wzdycha. Podoba mi się to, jak na niego działam. Robię to szybciej i szybciej.
-Elena... Cholera...

February 03 2013

alwaysforever

Mysterious stranger, part 1.

Biegłam ile sił w nogach. Wciąż odwracałam głowę, zerkając czy On wciąż mnie goni. Nagle upadłam, był krok przede mną. Położył się nade mną i przyglądał się uważnie. Głośno dyszałam i byłam przerażona całym zdarzeniem. Nie wiem kim On jest, czego chciał i przede wszystkim nie wiedziałam skąd Ja się  tam wzięłam. Wciąż byliśmy w tej samej pozycji, gdy On zaczął powoli przyblizać swoje usta do moich... i wtedy się obudziłam. Zerwałam się z łóżka i zastanawiałam się co to  był  za sen. Kim był nieznajomy? Co ten sen oznaczał? Zawsze interpretowałam wszystko co mi się przyśniło, tak jak moja mama. Usiadłam na parapecie i wpatrzyłam wzrok w otchłań lasu zza oknem. Z ''transu'' wzbudziła mnie Caroline, która zadzwoniła do drzwi.
-Hej, hej. Gotowa do szko.. Eleno! Za dzięsięć minut mamy lekcje, a Ty w piżamie? - była zdziwiona, a ja wpuściłam ją do środka.
-Źle spałam, przyśniło mi się coś dziwnego. Biegłam przez las, uciekając przed nieznajomym czarnowłosym mężczyzną. Nagle upadłam, a on pochylił się nade mną i próbował pocałować, a wtedy się obudziłam. - powiedziałam z niechęcią.
-Może w końcu Elena się zakocha, huh? - powiedziała śmiejąc się.
-Przestań. - zawstydziłam się. -To był.. tylko sen.
-Opisz mi dokładnie jak on wyglądał. - usiadła na kanapie i wlepiła we mnie te swoje duże, brązowe oczy.
-A szkoła? - spytałam.
-Oj tam, oj tam. Zrobimy sobie dzisiaj małe wagary, nikogo u Ciebie nie ma?
-Nie, Alaric pojechał z Jenną nad jezioro na weekend, a Jeremy w szkole.
-No, to opowiadaj!
-Pamiętam, że miał czarne włosy, przepiękne niebieskie oczy.. po prostu był bardzo przystojny i... seksowny. - powiedziałam ostatnie słowo rumieniąc się.
-No to ideał. Szkoda, że to był sen. Co nie, Elena?
-Um, co? Zamyśliłam się.
-Zakochałaś się w facecie ze snu? - spytała zszokowana.
-Co? Co Ty wygadujesz. Po prostu zaintrygował mnie i tyle. - zaczęłam się jąkać.
-Jasne. - uśmiechnęła się. -Masz jakiś film? - pokiwałam głową. -To idę zrobić popcorn.
Podeszłam do okna w salonie i lekko odsunęłam firankę. Przez chwilę rozglądałam się po ponurych okolicach Mystic Falls, aż nagle zauważyłam idącego chodnikiem... nieznajomego ze snu, który obrócił głowę w moją stronę. Bez chwili zastanowienia wybiegłam z domu, ale Jego już nie było.
-Gdzie on jest? - powiedziałam sama do siebie i zawiedziona wróciłam do środka.
-Elena, co się stało? - spytała zaniepokojona Caroline.
-Widziałam go, Caroline. To był on! Ale jak wybiegłam, to już nie było po nim śladu. - upierałam się.
-Usiądź na kanapie, tu masz popcorn. - podała mi do ręki miskę. -I obejrzymy sobie film, okej?
-...Okej.
Po paru godzinach Caroline wróciła do siebie, a ja myślałam o czarnowłosym mężczyźnie. Wstałam, zdjęłam z wieszaka kurtkę i wyszłam. Spacerowałam i wdychałam świeże powietrze. Nagle mój telefon zawibrował, bo dostałam wiadomość od Alaricka: ''Jak tam? Wszystko dobrze?''. Już chciałam odpisać gdy nagle wpadłam na kogoś. Komórka wyślizgnęła mi się z ręki i upadła na asfalt. Gdy się po nią schyliłam, ujrzałam te same niebieskie oczy. To był on.
-Znam Cię. - powiedziałam zagapiona w niego.
-Czekałem na chwilę, aż Cię poznam. - spojrzał na mnie badawczo.
-To Ty, śniłeś mi się dzisiaj. Upadłam, a Ty chciałeś mnie... - uśmiechnął się uroczo i zaprosił mnie do baru.
-Kim jesteś? - spytałam zatrzymując go przy wejściu do baru.
-Na imię mam Damon. Jestem samotnikiem, który szuka miejsca na świecie.
-Tak samo mogłabym opisać siebie. Ja jestem Elena. - schyliłam głowę czerwieniąc się.
Staliśmy przed wejściem i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, aż nagle zbliżyliśmy swoje usta do siebie i pocałowaliśmy się. Pocałunek trwał wieczność, był niesamowity.
-To Ciebie szukałem przez całe życie. - powiedział odsuwając swoje usta od moich.
-Może pójdziemy do mnie? Nie przepadam za tłocznymi barami.
-Prowadź. - ruszliśmy w drogę, a on chwycił moją dłoń.
Parę minut później byliśmy na miejscu. Weszłam do środka, a on stanął przed drzwiami.
-Zapraszam, nie krępuj się. - zdziwiłam się, że nie wszedł od razu.
-Chodźmy do mojego pokoju. - weszliśmy po schodach i znaleźliśmy się na miejscu.
Złapał mnie w talii i przysunął do siebie. Poczułam się bezpiecznie i szczęśliwie. Chwyciłam jego szyję i pocałowałam. Położyliśmy się na łóżku i zaczęliśmy ściągać z siebie ubrania. Nazajutrz obudziłam się w Jego ramionach. Przyglądałam mu się z zainteresowaniem, aż nagle obudził się. Usiadł na łóżku i wydawał się zdenerwowany. Objęłam go od tyłu i obarłam głowę o jakie ramię.
-Co się stało? - spytałam.
-Muszę Ci coś powiedzieć. Mogę tym zepsuć wszystko, ale nie mogę więcej oszukiwać. Ja... nie jestem tym za kogo Ci się wydaję. - zmarszczyłam brwi zdziwiona. -Jestem... wampirem. Potworem, który żyje dzięki ludzkiej krwi.
Choć czułam przerażenie, nie puściłam go. Przytuliłam jeszcze mocniej.
-Nie boję się Ciebie, Damon. - odwróciłam go do siebie i pocałowałam.
-Ale ja się boję, że zrobię Ci krzywdę.
-Kocham Cię. Wiem, że mnie nie skrzywdzisz.
-Ja też Cię kocham, Eleno. - położył mnie i zaczął całować.
To wszystko stało się w dwa dni. Dwa dni, które odmieniły całe moje życie. Odtąd Damon nadał sens mojemu życiu.
alwaysforever

Because I love you, part 3.

Siedzę na kolanach Damona na drewnianym stoliku przed domkiem. Opieram głowę o jego klatkę piersiową i czuję się niesamowicie szczęśliwa. Nagle podjeżdża samochód... Stefana.
-Stefan? - dziwię się, schodząc z Damona i idąc w jego kierunku. -Co tu robisz? - nie podoba mi się ta sytuacja.
-Przyszedłem Was ostrzec. Klaus nasłał tutaj wampiry, aby Jeremy je zabił. Uciekajcie jak najszybciej.
-Bracie, to tylko wampiry. - beszta go Damon.
-Są niezwykle silne. Klaus ma swoje czarownice. To nie hybrydy, ale posiadają w sobie śmiertelny dla wampirów jad. Chcesz być ponownie ugryziony, Damon? - Stefan unosi ton. -Uciekajcie! - powtarza.
Przełykam ślinę przerażona. Łapię mocno dłoń Damona. I wtedy słyszymy huki z lasu.
-Cholera! - krzyczy Stefan.
Oglądam się za siebie. Wyliczam około 15 wampirów (?). Wampirów? Kim oni dokładnie są?
-Elena, uciekaj! - krzyczy Damon.
-Nie zostawię Cię. - szepczę.
Damon omija moje słowa i odpycha mnie z całą siłą. Upadam na ziemię. Zaczynają z nimi walczyć. Na ganek wychodzi Jeremy z przygotowanymi kołkami. Od razu rusza do ataku. Wstaję i przyglądam się sytuacji. Chcę tam pobiec i im pomóc, ale moje ciało odmawia posłuszeństwa. Nagle widzę, jak kły jednego z wampirów dobierają się do ramienia Damona. Nie! Zbieram ile sił w nogach i odrzucam go. Uratowałam go. Gdy chcę się odwrócić do Damona, wampir mnie łapie i szybko gryzie w prawy bok brzucha.
-Aaa! - krzyczę z bólu.
-Elena... - Damon uchyla się nade mną.
-Zajmę się nią. - mówi Bonnie i zabiera mnie do środka.
-Bonnie? - budzę się. -Co się stało? - przecieram oczy. -Damon! - raduje się, widząc go po drugiej stronie łóżka. -Ała! - syczę.
-Ugryzł Cię. - mówi z niechęcią Bonnie.
-Co?! - wyłupuję wzrok, a Damon chwyta moją dłoń.
-Musimy poprosić Klausa o pomoc. - mówi Damon.
-On nie pomoże. - kręcę głową. -Chciałam tylko Cię uratować.
-Nie ryzykuj dla mnie nigdy więcej. - brzmi to jak rozkaz, więc się nie sprzeciwiam.
-Muszę iść do łazienki. - nadal jestem zszokowana.
Z ledwym ruchem kieruję się w stronę pomieszczenia. Trzymam się za ranę i kuleję.
Będąc przed lustrem w łazience, unoszę bluzkę. Odsłaniam ranę. Jest okropna. Taka sama, jak wcześniej Damona. Zakrwawiona, spuchnięta.
-Przestań. - Damon opuszcza z powrotem moją koszulkę.
-Przepraszam. - wpadam w jego ramię.
-Już dobrze. Wyzdrowiejesz, obiecuję. - całuje mnie w czubek głowy. -A teraz muszę oczyścić Twoją ranę. - mówi.
Marszczę brwi.
-Unieś bluzkę. - rozkazuję. Tak też robię.
Sięga po patyczek i przykłada go do rany w różne miejsca.
-Ach... - ale to boli. Opieram się dłońmi o jego ramiona. -To... boli. - ledwo co wytrzymuję.
-Wytrzymaj, proszę. - błaga. -Będzie się powiększało... - mówi z niechęcią.
-Widziałam, Damon. Byłam przy Tobie. Wiem, co będę czuła. - przymykam powieki na to wspomnienie.
Tydzień później.
Rana powiększyła się od biodra do boku piersi. Co dwa dni Damon mi ją oczyszcza. Tak też robi teraz. Stoję bez bluzki i... stanika. Odrobinę się krępuję, ale nie mam wyboru. Drżę pod każdym jego dotykiem. Mamy szlaban na seks... Super.
-Tojad ciągle przybywa. Muszę się go pozbywać. - wyjaśnia. -Cała się trzesięsz. - śmieje się.
-Po prostu... - zaczynam. -Dawno Cię nie czułam i... - zawstydzam się.
-Nie chcę Cię zranić. - odpowiada.
-Nie zranisz. - gładzę jego polik -Wiem, że nie zranisz.
Odrzuca patyczek i przywiera mną do ściany łazienki. Piersi wbijają się w jego klatkę piersiową. Prawe dłonie trzymamy splecione na ścianie. Zdejmuję z niego bluzkę. To uczucie... nagie piersi na nagiej klacie. Mmm...
-Na chwilę, proszę. - błagam.
Zsuwa swoje spodnie i moje. Aż jesteśmy nadzy. I wbija się we mnie. Szybko. Z mocą. Z miłością. W ogóle zapominam o ranie.
alwaysforever

Because I love you, part 2.

-Nie! - krzyczę. -Nie będzie zabijał wampirów! Nie pozwolę, żeby dokończył znak! Stanie się nie wiadomo kim! Nie!
-Elena... - mówi Damon.
-Koniec rozmowy. - syczę zdenerwowana i idę w stronę pomostu, zostawiając Damona i Jeremy'ego w zdezorientowaniu.
Nie miałam pojęcia, że chcą to zrobić... Zrobić z niego prawdziwego łowcę wampirów...
-Elena, musisz się zgodzić. - siedzę na barierce pomostu, a Damon kładzie na moim ramieniu dłoń.
Wzdycham.
-Nie... - powtarzam.
Łapie mnie i odwraca w swoją stronę.
-Zaufaj mi. - prosi.
-Ufam Ci... Ale nie ufam temu, że nie będzie czuł chęci zabijania.
-Zaufaj mi. - powtarza, trzymając mnie za ramiona i lekko nimi potrząsając.
Przechylam głowę i przyglądam mu się. Jest taki piękny w blasku tego słońca. Patrzy na mnie błagalnie tym swoim wspaniałym wzrokiem.
-Obiecujesz, że będzie nad tym panował? - pytam.
Bierze moją dłoń i kładzie na swoim sercu. Czuję jego bicie. Przełykam ślinę. To jest takie...
-Obiecuję. - rzecze.
-Zostawiam go pod Twoją opieką. - schodzę z barierki i staję przed nim.
Splatam swoje dłonie z jego.
-Tak bardzo... Bardzo... Cię kocham. - mówię. -Nigdy czegoś takiego nie czułam. Nawet do Stefana, nigdy. Moja miłość względem Ciebie jest inna... Głębsza. Nie chcę Cię stracić. Nie każ mi Cię opuszać... Nie zniosę tego.
Zamyka oczy i oddycha z uchylonymi ustami. Nagle spod jego powieki wydostaje się smukła łza. Zaskakuje mnie to. Damon płacze... Po raz pierwszy widzę łzy w jego oczach.
-Nie płacz, nie. - odganiam łzę dłonią.
-Och, Eleno. - i znów się na mnie patrzy. -Kocham Cię, ale nie mam pewności, że Twoja miłość jest prawdziwa. Nie mogę żyć z Tobą w tej sytuacji... - mówi. -Muszę...
-Nie, nie, nie. - kręcę głową i wpajam się w jego usta z wielką pasją, aby nie dopuścić do niego tych słów. -Wiem, że moje uczucia są prawdziwe. - odsuwam się od niego. -Rebekah mnie zahipnotyzowała i wtedy wyznałam, że jestem w Tobie zakochana. - szepczę. -Nie rób tego. Nie odsyłaj mnie. Proszę. Nie zniosłabym tego.
-Nie odeślę. - mówi.
Patrzę na niego z uśmiechem.
-Damon! Nie! - krzyczę z rozbawieniem, kiedy łapie mnie w pasie i wchodzi do wody.
Jestem ubrana w dżinsy i bluzkę z długim rękawem. Jego totalnie powaliło.
Kiedy woda sięga do kolan, opuszcza mnie. Staję na przeciwko niego i przesuwam opuszkami palców po jego niesamowicie przystojnej twarzy. Wygląda tak przepięknie, niewinnie. Jest mój. Teraz jest mój. Nareszcie jest mój. Tylko mój. Przez dłuższą chwilę po prostu się w siebie wpatrujemy i nic nie mówimy. To wspaniała chwila. Uświadamiam sobie, jak bardzo go kocham. Jak bardzo mi pomógł przez te wszystkie lata. Jak bardzo się do niego przywiązałam.
Jedną dłoń trzymam na jego szyi, a drugą trzymam w jego miłych włosach. On obejmuje mnie w talii. Rozchylam usta i wpajam się w niego. Wpycham swój język do jego ust i czuję wzajemne przyciąganie. Przypominam sobie nasz pierwszy pocałunek. Na łóżu śmierci. Następny. Na ganku. Kolejny. W hotelu... mm... to takie miłe wspomnienie. Pierwszy seks... drugi... Pocałunek w szkole. Pocałunek, kiedy mnie "uwolnił". Kiedy tu przyjechała.... Kolejny seks. I ta chwila. Niesamowita.
Wypycham biodra, przy czym jestem do niego przyklejona. Dyszę po pocałunku. Damon bierze mnie na ręce w taki sposób, że oplatam nogi wokół jego talii. I w wampirzym tempie znajdujemy się w naszym pokoju, stojąc przy łóżku.
Podczas pocałunku odpinam guziki jego koszuli i zrzucam ją z niego, to samo on robi z moją koszulką. Popycha mnie na łóżku i zwinnym ruchem zdejmuje mi stanik. Potem spodnie, majtki, aż jestem naga. On po chwili też. I wbija się we mnie.
-Och, Damonie! - syczę przez zaciśnięte zęby.
alwaysforever

Because I love you, part 1.

Jadę z ogromną prędkością. Muszę się z nim zobaczyć. Powiedzieć mu to w twarz. Powiedzieć, że go kocham, że chcę spróbować. Musi mi tylko uwierzyć. To nie jest żadna głupia więź! Naprawdę go kocham!
Jeszcze pięć minut drogi... Serce bije mi okropnie. Denerwuję się. "Elena, uspokój się! Nie dawno z nim rozmawiałaś i wyznałaś mu miłość. Czym się tak denerwujesz, do cholery?!", krzyczała moja podświadomość.
Siedzi na ławce, wpatrując się w drogę. Wypatrując mnie. Zwalniam i wjeżdżam przed domek. Gdy tylko mnie widzi, unosi się i stoi, jak wryty. Wysiadam z samochodu i staję przed nim. Wpatrujemy się w siebie, będąc od siebie dość daleko. W końcu w wampirzym tempie znajduję się przed nim. Otulam go mocno. Unoszę głowę i patrzę w jego przepiękne oczy, które zawsze mają w sobie ten blask.
-Kocham Cię, Damon. - opuszkami palców przesuwam po jego poliku.
Zamyka powieki i zastyga.
-Kocham. - powtarzam i całuję mocno.
Z początku jest to zwyczajny pocałunek. Ale po chwili przepełnia nas fala pożądania. Wysuwamy języki i łączymy je w jeden ruch. Rozpadam się pod nim. Och, tak genialnie całuje.
-Też Cię kocham, zawsze kochałem, zawsze będę. - odrywa się ode mnie.
Uśmiecham się szeroko. Bierze mnie na ręce i zanosi do sypialni, po czym kładzie na łóżku.
-Gdzie Jeremy i Matt? - pytam, odpinając guziki jego koszuli.
-Wysłałem ich... daleko... gdzieś tam... - macha dłonią.
-Nie ważne. - mówię i przyciągam go do siebie.
Obracamy się. Teraz to ja jestem nad nim. Ściąga mi kurtkę i bluzkę. Przejeżdża umięśnionymi dłońmi po moich biodrach. Rzucam z niego koszulę. Zniżam się i obdarowuję pocałunkami jego niezwyklą klatkę piersiową.
-Och, Damon... - szepczę. -Spróbujesz? - pytam, unosząc na niego wzrok.
Kręci głową, nie wiedząc o co chodzi.
-Czy spróbujesz ze mną być? - prostuję.
-Spróbuję. - odpowiada. -Tyle czekałem... - dodaje.
-Nie zasługiwałeś na tyle czekania. Już dawno powinnam była się przyznać. - chowam głowę. -Raniłam Cię, tyle razy. Stefan miał moją miłość, a Ty...? Ty też ją miałeś, ale o tym nie wiedziałeś. - dręczę się.
-Hej, hej. - siada na skraju łóżka ze mną na kolanach. -Mam Ciebie teraz. - obejmuje dłońmi moją twarz. -Jestem najszczęśliwym dupkiem na świecie. - żartuje.
-Nie jesteś dupkiem. - mówię.
-Jestem. - odpowiada.
-Moim. - uśmiecham się i powalałam go na łóżko.
-Wrócili! - krzyczę, słysząc Jeremy'ego i Matta.
Szybko się ubieramy i wychodzimy do nich.
-Elena... - niepokoi się Jer.
-Hej! - rozluźniam atmosferę. -Chciałam... - patrzę speszona na Damona.
-Chciała się z Wami zobaczyć. - ratuje mnie.
Posyłam mu wdzięczny uśmiech.
-Z nami? - żartuje Matt. -Akurat. - kręci głową. -Masz bluzkę na lewą stronę, Eleno. - mówi.
-Co?! Cholera! - krzyczę i uciekam do pokoju.
-Mogę zostać do jutra? - pytam Damona z nadzieją.
-Elena... On może zaatakować. - mówi z niepokojem.
-Chcę być z Tobą. - przesuwam dłonią po jego włosach.
-Masz, w tym będzie Ci wygodniej. - rzuca mi swoją czarną podkoszulkę.
-Czarna... Jak oryginalnie. - żartuję.
Czuję się przy nim tak swobodnie.
Kładę się do łóżka, wtulając się w jego pierś. Obejmuje mnie ramieniem w talii, przy czym się uśmiecham.
-Zawsze tego chciałem. - szepcze.
-O czym mówisz? - pytam.
-O Tobie. Zawsze Ciebie chciałem. Ale... to "zawsze będzie Stefan" - zacytował mnie.
-To przepadło w chwili, kiedy dokończyłam przemianę. - peszę się. -Ty mnie akceptujesz.
-Będę Cię kochał, jakakolwiek będziesz.
-Czy to więź? Czy naprawdę Cię kocham? - dopytuję.
-Nie wiem, Eleno... Nie wiem... - odpowiada.
-Uwierz mi. - klękam pomiędzy jego nogami. -Naprawdę Cię kocham.
-Kiedy mnie pokochałaś?
-Kiedy pierwszy raz Cię spotkałam... Wydałeś mi się nadzwyczajny... Inny. Poznałam Cię lepiej, zaczęłam czuć przyciąganie do Twojej osoby. I wtedy ugryzł Cię wilkołak. Umierałeś. Cierpiałeś. - przymykam powieki, czując łzy. -Zrozumiałam, że nie mogę bez Ciebie żyć. Że muszę Cię uratować.  Ale nie wiedziałam jak... Pozostało mi tylko z Tobą zostać, być. I pocałowałam Cię. To było... To było TO uczucie. Wtedy byłam pewna. Tak długo czekałam, ze względu na Stefana. A teraz... Chcę Ciebie. - szepczę, gładząc jego brzuch. -Kocham Cię. Będę Ci powtarzała do momentu, aż to zrozumiesz.
-Chrzanić tą więź. - syczy i przyciąga mnie do siebie, mocno całując.
alwaysforever

Power rule, part 1.

-Damon... - natychmiast otwieram celę i wchodzę do środka. -Och, Damon. - siadam obok niego na ziemi i przytulam.
-Nie możesz... - odpowiada.
-Nie ma nikogo w domu. Musiałam Cię zobaczyć... Nie mieliśmy szansy... - splotłam jego dłoń ze swoją. -Boli Cię? - pytam.
-Nie... - mówi.
-Damon.
-Boli.
-Czekaj. - wstaję i kieruję się do łazienki.
Biorę ze sobą kubek wody i waciki.
-Możesz wstać?
Kiwa głową i staje, przytrzymując się ściany. Z lekkim rumieńcem, odpinam jego koszulę. Zamaczam wacik i przykładam do krwawych plam.
-Zauważy, że ich nie mam. - ma na myśli Stefan.
-Więc nie kłam. - uśmiecham się.
Docieram do ostatniej plamki. Odkładam wacik i biorę nowy, którym wycieram bok jego twarzy.
-Auć... - mówię, widząc to.
-Ta... - odpowiada.
-I... Gotowe. - mówię.
Siadamy na malutkim murku w rogu pomieszczenia.
-Damon... - patrzę na jego kuszące ciało, twarz...
-Elena?
-Wierzysz mi, prawda?
Kręci głową zdezorientowany.
-Wierzysz, że Cię kocham?
-Tak.
-Kocham Cię.
-Też Cię kocham.
Wpatrujemy się w siebie z pasją. On kładzie się na murku, a ja klęczę nad nim. Przybliżam się do jego ust i całuję je delikatnie. A on zamienia ten pocałunek w bardziej żarliwy. Zrzucam z niego koszulę, a on zdziera ze mnie bluzkę.
I wbija się we mnie. Poruszamy się w taktownym ruchu, przygwożdżeni do ściany. Podgryzam skórę na jego szyi. On trzyma dłonie na moim pośladkach i lekko je ściska.
-Wymknę się. - mówię, kiedy ubieramy się z powrotem. -Chciałam, aby zdarzyło się to wczoraj. - rumienię się. -Muszę iść. - daję mu całusa w usta. -Kocham Cię, Damon.
Przez chwilę zastyga.
-Co? - pytam.
-Jestem taki szczęśliwy, że mnie kochasz.
-Och, Damon. - całuję go jeszcze raz. -Gdybyś tylko mógł wyjść...
-Wypuść mnie. - wpaja się w moje oczy.
-Damon...
-Masz mnie wypuścić.
Odsuwam się i otwieram przed nim drzwi, aby mógł wyjść.
Co ja zrobiłam?!
alwaysforever

Sexy pain, part 1.

Wstałam rano i poszłam do toalety, aby się załatwić. Zdjęłam majtki i usiadłam na sedesie.  I gdy zaczęłam oddawać mocz TO miejsce zaczęło mnie niewyobrażalnie piec. Krzyczałam z bólu na cały dom. Natychmiast zaprzestałam tej czynności i upadłam na ziemię.
-Elena! - do środka wpadł Damon i pomógł mi wstać. -Co się stało? - bierze mnie na ręce, po czym kładzie na łóżku.
-Moja... kobiecość. Boli. Piecze. - syczę z zaciśniętymi powiekami.
-Pozwól, że obejrzę. - mówi.
-Przestań! - odganiam go.
-Elena. - mierzy mnie wzrokiem, i ulegam.
Klęka przede mną i rozsuwa moje nogi. Majtki zrzuca na ziemię. Poprzedniej nocy uprawialiśmy seks... pierwszy seks... więc mam na sobie tylko jego podkoszulek.
-Podrażniłaś ją. - dotyka tego miejsca.
-Aaa! - wiję się.
-Ja Ci to zrobiłem... - zasmuca się. -Byłem za ostry... Jesteś człowiekiem... Powinienem być delikatniejszy. Przepraszam.
-Nie... Nie... - podnoszę się z bólem i obejmuję go. -Nie chciałeś tego... To był wypadek.
On nagle wstaje i idzie do łazienki, z której wraca w ręce z jakimś kremem.
-Co to? - pytam.
-Do nawilżenia. - uśmiecha się.
-Nie, Damon. - zawstydzam się. -To... krępujące.
-Chcesz zrobić to sama? - pyta.
Przewracam oczami i wracam do pozycji leżącej. Odkręca pudełeczko i nakłada trochę kremu na palec. I wciera go w moją kobiecość. Jeczę czując tam jego dotyk. Z dwóch powodów. Po pierwsze: JEGO dotyk w moim najwrażliwszym miejscu... i po drugie, TO miejsce boli mnie w cholerę. Pociera palcami o moją kobiecość, baaardzo dokładnie wcierając krem. Czuję przez niego pieczenie.
-Powinno być lepiej. - mówi i odstawia krem do łazienki.
-Mamy karę na seks. - szepczę.
-Ale nie na to. - znajduje się nade mną i całuje namiętnie. -Boli? - pyta.
-Bardzo. - zaciskam powieki.
Budzę się w nocy. W miejscu intymny czuję ból, ale o wiele mniejszy. Krem pomógł, a może to sprawne palce dłonie? Uśmiecham się. Nagle zupełnie nad sobą nie panując, siadam okrakiem nad śpiącym Damonem. Mam na niego ogromną ochotę. Teraz, kiedy go zdobyłam, nie odpuszczę go sobie. Chcę go zaskoczyć. Pokazać, że umiem się pieprzyć, a nie kochać. Mocno. Zsuwam z niego kołdrę. Ma na sobie tylko spodnie od piżamy. Schylam się i przejeżdżam wygłodniałym językiem po jego smacznym torsie. On pojękuje przez sen. Podoba mi się to. Mienie nad nim władzy. On nawet nie świadom sytuacji. Zdejmuję z niego spodni. Wow, on ma naprawdę głęboki sen. Patrzę na jego członka, który wyraźnie odbiera mój dotyk. Łapię go w dłoń i przesuwam w górę, w dół. Damon wypycha biodra do przodu.
-Och, Eleno... - szepcze przez sen. -Nie przestawaj... Eleno... Och... Tak bardzo Cię kocham. - kontynuuje.
I przyśpieszam. Widzę, że on na to reaguje. Chociaż śpi! Jego usta wykrzywiają się w przepięknym uśmiechu. Klękam pomiędzy jego nogami. Unoszę biodra i nabijam się na jego członka. Chociaż ból w mojej kobiecości jest praktycznie nie do zniesienia, musiałam to zrobić. Poruszam się w nim. W bok, w przód, w tył, do góry, do dołu.
-Co Ty robisz do cholery?! - Damon wybudza się i wychodzi ze mnie, siadając.
-Ja... - bąkam. -Przepraszam.
-Co Ty robisz?! - jest strasznie zły.
Ja go... gwałciłam. To był gwałt... Nie wiedziałam, czy on tego chciał.
-Odpowiedz do cholery! - syczy.
-Tak bardzo Cię pragnęłam... - odpowiadam speszona i zawstydzona całą sytuacją.
-To chore, Eleno. Ja spałem... - zniża głowę.
-Nie wiem, co się ze mną stało. Po prostu... jesteś tak cholernie seksowny. - chcę załagodzić sytuację.
-Ale jesteś zraniona. - zerka na moją dolną partię bielizny.
-Już mniej boli... - odpowiadam.
-Czyżby? - nagle rzuca mnie na łóżko.
Leżę tyłem do niego. Wspieram się na łokciach i klękam na kolanach. Biodra i pupę mam wypchnięte w jego stronę.
-Skoro tak mówisz... - syczy i nagle wbija we mnie dwa palce.
-Aaaa! - mój krzyk rozlega się na cały dom. -Przestań! - błagam.
To tak okropnie boli.
-Robię to samo, co ty. Gwałcę Cię. - syczy.
-Ale Damon...
-Co? Zrobiłaś mi to samo.
-Przepraszam... - nie zniosę tego bólu.
I nagle obraca mnie na plecy. Zniża głowę do mojej kobiecości i wędruje po niej językiem. Odchylam głowę do tyłu. To jednocześnie takie raniące, ale i podniecające. Wypycham biodra w jego stronę.

January 13 2013

alwaysforever

In the fire of love, part 1.

Budzę się w nocy, a wokół mnie czerwony dym, który przeobraża się w miliony kolorów. Pożar. Przerażona wstaję i próbuję zawołać rodziców, ale nie mogę złapać tchu. Nie wiem, czy jeszcze żyją. Moją jedyną ucieczką jest okno. Otwieram je, ale jest za wysoko. Cała się połamię. Boję się, okropnie. Duszę się.
-Pomocy! - wyduszam, ale nie tak głośno, jak zamierzałam.
I nagle ktoś łapie mnie mocno w tułowiu i wyskakuje ze mną przez okno. Lądujemy na ziemi. Odwracam się i zerkam na mojego wybawcę. Czarne włosy, niebieskie oczy, niesamowite rysy twarzy, delikatnie rozczochrane włosy. Wpatruję się w niego i mogę oderwać wzroku. Jestem mu taka wdzięczna.
-Moi rodzice... - szepczę.
-Przykro mi. - odpowiada.
-Co? - kręcę głową.
-Kazali mi uratować Ciebie, nie zdążyłem, przepraszam. - dodaje i znika.
-Czekaj! - krzyczę za nim. -Dziękuję... - mówię w otchłań.
Mam w kieszeni komórkę! Wybieram numer do straży pożarnej. Nie mogę przyjąć do wiadomości tego, że rodzice umarli.
Już po chwili są na miejscu.
-Nie udało się, przepraszamy. - strażak kręci w przykrości głową, kiedy zgasili już ogień.
-Nieeee! - drę się. -Nie! Moi rodzice! - upadam na ziemię i łkam w rękę, którą zasłaniam usta.
alwaysforever

You saved me, part 1.

Szedłem leśną dróżką. Była bardzo gęsta. Nagle do mojego wampirzego słuchu doszły krzyki. Kobiecie. Okropnie krzyczała. Z początku pomyślałem, że będzie dobrą przekąską. W wampirzym tempie znalazłem się na miejscu. Jednak, to co zobaczyłem... przeraziło mnie. Nawet mnie. Naga dziewczyna leżała na ziemi, a obok niej dwóch mężczyzn, którzy najwyraźniej chcieli ją zgwałcić. Nie mogłem jej zabić, nie ją. Myślałem, że to Katherine, ale to niemożliwe. Wyczułem, że była człowiekiem. A zresztą Katherine by się tak nie dała. Bez chwili namysłu skręciłem kark dwóch nieznajomym. Dziewczyna dyszała głośno i zakrywała ciało dłońmi. Patrzyła na mnie z lekkim przerażeniem. Widząc, że jej ubrania są w fatalnym stanie, ukucnąłem przy niej i zdjąłem kurtkę, którą ją okryłem. Byłam taka krucha... taka przerażona.
-Dzię... kuję. - wydusiła, a ja tylko uśmiechnąłem się w odpowiedzi.
Wziąłem ją na ręce. Potrzebowała pomocy, a ja byłem przy niej.
Ułożyłem ją na swoim łożu i okryłem kołdrą. Leżała z zamkniętymi oczami. Po chwili je otworzyła.
-Muszę iść do domu... - oznajmiła bardzo wyczerpanym głosem.
Na jej delikatnym ciele dostrzegłem dużo siniaków i parę otwartych ran.
-Lepiej prześpij się tutaj. Spokojnie, jesteś tu bezpieczna. - zapewniałem ją.
-Gdyby nie Ty... Dziękuję. - uśmiechnęła się leciutko.
-Wybrałam jakąś bluzkę z Twojej szafy... - zeszła na dół z tymi słowami.
-Jasne. - uśmiechnąłem się.
-Kim jesteś? - spytała, stając na przeciwko mnie.
-To skomplikowanie. - odpowiedziałem. -Damon. - podałem jej rękę.
-Elena... - wyraźnie się zamyśliła, ale podała mi swoją dłoń.
Uścisnęliśmy się lekko.
-Dziękuję za ratunek i gościnę, ale muszę już naprawdę wracać... Damon. - rzekła.
-Może chociaż Cię opatrzę? - odgarnąłem włosy z jej prawego ramienia, widząc na obojczyku krwawą ranę.
Kiwnęła głową. Zrzuciła t-shirt z ramion, odsłaniając je.
-To nie wygląda dobrze. - szepnąłem.
-Ałć... - wzdrygnęła się, kiedy dotknąłem siniaka na szyi.
Oddaliłem się od niej i spojrzałem na jej nogi. Były w okropnym stanie. Caluteńkie poobijane.
-Wszystko mnie boli. - zniżyła głowę, po czym ją podniosła i założyła włosy za ucho.
I wtedy dostrzegłem na jej lewym poliku długą, czerwoną linię.
-Co? - spytała, pewnie widząc, jak się w nią wpatruję.
-Chodź do łazienki. - zaciągnąłem ją.
-Po co? - pytała, ale pominąłem te pytania.
Namoczyłem na patyczek z watą trochę wody utlenionej i przejechałem nią delikatnie po ranie.
-Szczypie... - zarumieniła się.
-Szybciej się zagoi. Pocierp dla urody. - szepnąłem, a jej twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona.
-Do zobaczenia... - spojrzała na mnie z promiennym uśmiechem.
-Uważaj na siebie, Eleno. - podniosłem kąciki ust, a ona wyszła.
alwaysforever

It's new me, part 7.

Stefan! Cholera!
Spojrzałam zdezorientowana na Damona, który natychmiast mnie puścił.
-Szybko się pocieszyłaś... - widać, że go zamurowało.
-Nie, Stefan. To nie tak...
-A jak?
-Zrobiliśmy to jeden raz... jeden jedyny raz... ja po prostu musiałam się dowiedzieć, co czuję, rozumiesz?
-Nie, nie rozumiem. Miłego miziania Wam życzę.
-Jeden jedyny raz?! - wykrzyczał Damon. -Przed chwilą chciałaś to znowu zrobić, a teraz co?!
-Nie to miałam na myśli. Powiedziałam tak, żeby nie zranić Stefana.
-Ale zraniłaś mnie!
-Przepraszam.
-W dupie mam Twoje przeprosiny! Wiedziałem, że to tak się skończy. Myślałem, że uda nam się być razem, ale Ty myślisz o Stefanie! Wynoś się stąd! - wskazał palcem na drzwi.
-Ale Damon...
-Twoje rzeczy i teraz się stąd wynoś. - postawił przede mną walizkę, której nie zdążyłam jeszcze rozpakować. -A! Nie zapomnij o tym. - rzucił we mnie stanikiem.
Wrzuciłam go do bagażu. Przykucnęłam na chwilę i zaczęłam płakać.
-Przestań. - Damon odwrócił wzrok.
Wstałam i otarłam łzy.
-Nie chciałam... - szepnęłam, wychodząc.
Wracałam do własnego, rodzinnego domu. Po drodze przysiadłam na ławce, bo zadzwonił mi telefon.
-Stefan...? Dlaczego dzwonisz.
-Mam lekarstwo.
-Co?
-Na wampiryzm. Spotkajmy się u Ciebie na ganku.
Rozłączyłam się. Ma lekarstwo na wapiryzm! Zawsze go chciałam, ale teraz...
-Stefan, przepraszam.
-Nie rozmawiajmy teraz o tym. Pij. - podał mi do ręki flakonik.
-Skąd go masz?
-Po prostu mam, pij. Proszę. Nie będziesz musiała już ranić ludzi... będziesz sobą.
Byłam co do tego niepewna, ale zyżyłam. Wypiłam cały płyn. Zaczęło mi się kręcić w głowie.
alwaysforever

It's new me, part 6.

Z samego rana od razu zeszłam do kuchni, czując fantastyczne zapachy.
-Gotujesz! - krzyknęłam, widząc Damona.
-Wiele rzeczy o mnie nie wiesz.
Zaśmiałam się. Byłam w dość dobrym humorze. Wskoczyłam na blat i przyglądałam się, jak kroi warzywa.
-Naprawdę Cię kocham, nie kłamałam. - szepnęłam, a on spojrzał na mnie pytająco. -Nigdy nie czułam takiego rodzaju miłości i namiętności jaki czuje do Ciebie. Zawsze to czułam, tylko po prostu nie chciałam się do tego przyznać.
Damon spojrzał na mnie nieco zszokowany. Po chwili wyrzucił z ręki nóż i stanął przede mną. Szybko złączyliśmy swoje usta w pocałunku. Błądził dłońmi po moich biodrach. Ja trzymał dłonie w jego potarganych włosach. Przepełniała nas fala namiętności. Damon docisnął mnie do ściany. Oplotłam nogi wokół jego pasa. Wtem jego usta wylądowały na mojej szyi i ramionach. Odchyliłam głowę z przymkniętymi oczami i dyszłam głośno. Moje ręce powędrowały do jego pleców. Wbiłam mu delikatnie w nie paznokcie. Czułam się wspaniale...
W końcu wziął mnie na ręce i zeszłam z blatu. Całował mnie, trzymając. Po chwili znów docisnął mnie do ściany, ale tym razem stałam na podłodze. Zdarł ze mnie koszulkę. Byłam w samej bieliźnie. Rozdarłam guziki jego koszuli i zdjęłam ją z niego. Podczas pocałunku, wędrowałam dłońmi po jego gołej klatce piesiowej. Czułam ogromne pożądanie.
-Łóżko. - szepnęłam do jego ucha, a on tylko się uśmiechnął.
Znów wylądowałam na jego rękach.
Rzucił mnie na łoże i obdarowywał pocałunkami po całym ciele. Oddałam mu się całkowicie.

Obudziłam się wieczorem, czując czyjąś dłoń na moim udzie. Odwróciłam się i ujrzałam Damona. Wtedy zdałam sobie sprawę, co się stało. Z początku nic nie mówiłam. Wplotłam dłoń w jego gęste włosy i wpatrywałam się w jego przepiękne oczy. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że jesteśmy nadzy, jedynie okryci kołdrą.
-Jak się czujesz? - spytał.
-Niesamowicie. - odparłam. -Ta noc... - zaczęłam. -Była kolejną najlepszą w moim życiu.
Damon uśmiechnął się nieśmiało.

Siedziałam wraz z Damonem na kanapie w salonie, sącząc burbon.
-Powinnam powiedzieć Stefanowi? - wbiłam wzrok w szklankę.
-Zrobisz, co będziesz uważała za słuszne. Na razie zatrzymajmy to dla siebie. Okej? - kiwnęłam głową. -A teraz... - odstawił nasze szklanki na stół.
Przewalił mnie na kanapę i znalazł nade mną. Zaczął wolnym i zmysłowym ruchem odpinać trzy guziki od bokserki przy moim dekolcie. Zniżył się do mnie, aż jego wargi stykały się z moimi. Czekałam, aż mnie pocałuje, ale nie zrobił tego. Tylko delikatnie mnie dotykał ustami. I wtedy się podniósł, idąc w kierunku schodów. Przez moment leżałam nieświadoma, ale potem się otrząsnęłam.
-Hej! - krzyknęłam i w wampirzym tempie znalazłam się przed nim.
-Nie paraduj z cyckami na wierzchu. - zaśmiał się i z powrotem zapiął guziki.
-Nie rób mi tego... - szepnęłam.
-Co Ci robię?
-Bawisz się mną. Kusisz mnie. Wiesz, że tego chcę, a Ty wykiwujesz mnie specjalnie.
-Ale mnie pani rozgryzła, panienko Gilbert. - docisnął mnie do ściany.
I znów zaczął mnie kusić. Wsunął rękę pod moją bluzkę i przejechał nią od biodra do piersi. Gdy już chciał ją wyjąć, zatrzymałam go, przy czym wciąż trzymał dłoń na mojej piersi.
-Teraz Ty to robisz. - szepnął.
-Robię. - zgodziłam się z nim.
On wyciągnął rękę spod mojej bluzki. Przybił mnie bardziej do ściany swoim ciałem. Uniósł moją prawą nogę do góry i oplótł wokół swojej talii. Trzymał mnie za udo, delikatnie je gładząc. Jego palce wywoływały taki wspaniały dotyk.
-Lubię, jak mnie dotykasz. - uśmiechnęłam się. -Lubię czuć Twój dotyk na swoim ciele... i w środku. - zrobiłam się czerwona na twarzy.
Musnął palcem moją dolną wargę. Chciałam go pocałować, ale on mnie odepchnął. Jego palce powędrowały do zapięcia mojego stanika i zdarły go ze mnie. Prawą dłonią nadal trzymał mnie za nogę, natomiast lewą zacisnął na mojej nagiej piersi. Przymknęłam powieki i rozchyliłam usta. Zniżył głowę do mojego obojczyka i zaczął go całować. Podniosłam jego bluzkę z tyłu i wędrowałam dłońmi po jego plecach. Przyciągnęłam go do siebie bardziej.
-Chcę Cię poczuć... w sobie. Proszę. - błagałam.
Już trzymałam dłonie na jego spodniach i chciałam odpiąć ich guzik, kiedy ktoś wszedł do domu.
alwaysforever

One feeling, part 2.

Stoję przy lasku i czekam na przyjazd Damona. Umówiliśmy się tutaj po kryjomu... Aby spędzić razem trochę czasu. Gdy tylko jego samochód przede mną parkuje, wpadam do środka na miejsce pasażera. Klękam na siedzeniu i rzucam się na niego, całując namiętnie.
-Mmm... - mruczę z zamkniętymi powiekami i zadowolonym uśmiechem, kiedy nasze usta się od siebie oddalają. -Tęskniłam. - dodaję szeptem.
-Też. - odpowiada.
-Gdzie jedziemy? - pytam.
-A co chcesz robić? - dopytuje.
-Ty już wiesz co... - przegryzam jego dolną wargę.
-Możemy to zrobić tu. - oznajmia.
Rozszerzam usta i wyłupuję oczy. Tutaj? W samochodzie?
-Ja nigdy... - peszę się.
-Ja też. - uśmiecha się.
W wampirzym tempie przenosi się ze mną na miejsce obok.
-Tutaj...? - głos mam zachrypnięty.
-Tak. Pragnę Cię. Teraz. - dyszy.
Tak to teraz miało wyglądać? Mieliśmy spotykać się po kryjomu i uprawiać seks. W sumie... nie brzmi to źle, biorąc pod uwagę seksapil i umiejętności starszego Salvatore.
Jego dłoń zaciskuje się na moich włosach, a usta ponownie odnajdują moje, tym razem z większą stanowczością. Druga dłoń Damona zsuwa się z pośladków na udo.
-Tak bardzo się cieszę, że masz na sobie sukienkę. - mruczy, wsuwając dłoń pod granatowo-beżowy materiał. Poprawiam się na jego kolanach, siedząc okrakiem.
-Nie ruszaj się. - syczy przez zęby.
Kładzie dłoń na mojej kobiecości, a ja natychmiast nieruchomieję. Kciukiem mnie tam muska, a przez moje ciało przebiegają rozkoszne dreszcze.
Znowu mnie całuje, a jego kciuk masuje mnie delikatnie przez cieniutką koronkę bielizny. Powoli wsuwa dla palce pod koronkę i we mnie. Jęczę i napieram biodrami na jego dłoń.
-Proszę... - szepczę.
-Jesteś taka gotowa... - mówi, dręcząco wsuwając i wysuwając palce.
Uśmiecha się drapieżnie i nagle cofa palce, pozostawiając mnie pustą i spragnioną. Wsuwa mi ramię pod kolana, podnosi mnie i obraca twarzą w stronę przedniej szyby. Oglądam się, czy jest ktoś w pobliżu. Uf, jesteśmy sami.
Podciąga mi sukienkę i unosi moją pupę do góry.
Cholera! Naprawdę to zrobimy! To takie... podniecające.
Słyszę dźwięk rozpinanego rozporka. Obejmując mnie jedną ręką w talii, a drugą odsuwając na bok koronkowe majtki, jednym płynnym ruchem nabija mnie na siebie.
-Ach! - wołam, opuszczając się na niego, a on głośno wypuszcza powietrze.
Jego dłoń biegnie do mojej szyi. Chwyta mnie palcami pod brodę, po czym pociąga do siebie i przechyla mi głowę na bok, aby móc mi całować szyję. Druga dłoń chwyta moje biodro i razem zaczynamy się poruszać.
Opieram się na palcach, a on wbija się we mnie - i wysuwa. To doznanie jest... Jęczę głośno. Lewą dłoń zaciskam na hamulcu ręcznym, prawą opieram o drzwi. Damon kąsa moje ucho i pociąga za nie - to niemal bolesne. Raz za razem wbija się we mnie. Unoszę się i opadam, a kiedy ustalamy zgodne tempo, Damon przesuwa dłoń pod moją sukienką i jego palce przez cienką koronkę zaczynają pieścić moją kobiecość.
-Ach!
-Pospiesz się. - dyszy mi do ucha przez zaciśnięte zęby. -Musimy to zrobić szybko, Eleno. - i jego palce zwiększają nacisk.
-Aaaach! - czuję znajome wzbieranie rozkoszy, rodzące się w głębi mego podbrzusza.
-Dalej. - szepcze chrapliwie. -Chcę Cię słyszeć.
Ponownie jęczę i zamieniam się w jedno wielkie doznanie. Powieki mam mocno zaciśnięte.
-O, tak. - syczy. -O to mi chodziło.
-O cholera! - dyszę zachwycona.
-Kocham Cię. - krzyczy na cały samochód.
-Też Cię kocham. - wyznałam to! W końcu.
Damon wychodzi ze mnie. Chyba zdziwiły go moje słowa. Odwraca mnie do siebie.
-Naprawdę? - nie dowierza.
-Najmocniej, jak mogę. - oznajmiam. -Kocham Cię, Damonie Salvatore. - syczę do jego ucha.

~inspirowane trylogią Pięćdziesiąt odcieni

January 10 2013

alwaysforever
One feeling, part 1.
Siedzę swoich ciałem na niego. Rozjeżdżam się dłońmi po jego niesamowitej klatce piersiowej. Czuję, jak jego serce przyśpiesza. Czuję, jak jego męskość na mnie napiera. Czeka, aż ją do siebie wpuszczę. I tak robię. Trzymam drgające dłonie na jego brzuchu. Poruszamy się razem, dopełniając każde pchnięcie. Odchylam głowę do tyłu, przymykam powieki i jęczę cicho. Po czym łapię z nim kontakt wzrokowy. Patrzy się na mnie z pożądaniem. I w nagle znajduję się pod nim. Owijam nogi wokół jego tułowia i rozkoszuje się jego byciem we mnie. Unoszę odrobinę biodra, aby przyśpieszyć stosunek. Czekam, aż dojdę... I dochodzę. Przechodzi przeze mnie fala podniecenia. Krzyczę głośno, niewyobrażalnie głośno. On razem ze mną. Zniża się do mojej twarzy i muska językiem obojczyk. Wplątuję dłonie w jego puszyste włosy. Potem wychodzi ze mnie i opada obok. Dyszymy szybko. Splątujemy swoje dłonie i uśmiechamy do siebie. Jak dobrze, że nikogo nie ma w domu. Brat nie byłby zadowolony. Nikt nie przepada za Damonem, ale ja... On jest dla mnie ważny.
-Powinniśmy powiedzieć Stefanowi? - kładę się na boku w jego stronę.
-O tym, że wróciłem po roku czasu czy o tym, że się ze sobą przespaliśmy? - pyta z uśmiechem.
-O tym i o tym. Zdradziłam go... - zasmucam się.
-Żałujesz? - dopytuje.
-Nie. - od razu zaprzeczam i kucam nad nim. -Jak mogłabym żałować seksu z najbardziej pożądanym i seksownym mężczyzną w mieście? - uwodzę go.
-Nie prawda... - kręci głową.
-Co? Myślisz, że jesteś... brzydki? - zaraz wpadnę w śmiech.
On tylko odwraca wzrok.
-Hej, hej. - nakierowuję go na siebie. -Damon Salvatore. Najseksowniejszy, najbardziej pożądany, najprzystojniejszy. Mój Salvatore. - zaciskam dłoń na jego męskości, a on jęczy cicho.
-Potrafisz zadowolić mężczyznę. - szepcze mi do ucha.
-Potrafię. - mówię dumnie.
Podnoszę się i kucam na łóżku z rozszerzonymi kolanami, a Damon na przeciwko mnie.
-Lubię, jak mnie dotykasz... - rumienię się, gdy to mówię.
-Tak? - droczy się.
Przysuwa się do mnie i przejeżdża palcami po moich piersiach, docierając do kobiecości. Zatrzymuje tam palce. Patrzę na niego z rozchylonymi ustami. On wsuwa we mnie dwa palce.
-Ach! - przegryzam wargę.
Wspieram się na jego ramionach. Porusza się we mnie palcami. Przybijam się do niego ciałem i rozkoszuję tą chwilą.
-Och, Damon... - podgryzam jego ucho. -Chcę Cię czuć zawsze. - mówię, gdy wyjmuje i wkłada palce.
-Wszystko, co zechcesz. Jestem Twój.
-Wiem.
Wchodzę z lekkim stresem do domu Salvatorów. Umówiłam się ze Stefanem. Och, to takie okropne... ale nie chcę go zranić. Jak dobrze, że Damon to rozumie.
-Hej. - wpełzam do środka, witając się ze Stefanem w usta. -Damon. - zwracam się do niego.
Czyli Stefan wie, o jego powrocie... Ale to nie wszystko, co ukrywamy.
-Elena. - uśmiecha się.
Przez chwilę wpatrujemy się w siebie.
-Chodź. - Stefan ciągnie mnie po schodach.
-Co robisz? - śmieję się, kiedy zatrzaskuje za nami drzwi.
Nagle przywiera mną do ściany i zaczyna namiętnie całować. Kiedyś było to normalne, ale teraz... Kiedy zaznałam przyjemności drugiego z Salvatorów... Aczkolwiek nie mogę przestać, musiałabym mu powiedzieć, a nie umiem.
Zdarł ze mnie bluzkę i odpiął stanik. Również zdjęłam z niego górną część garderoby. Przenieśliśmy się na łóżku. Już po chwili byliśmy nadzy. Od razu we mnie wszedł. Wiłam się pod nim. Chociaż nie był on tak dobry, jak Damon...
Cholera, on to słyszy. Ja pierdziele.

January 04 2013

alwaysforever
2990 39f0 420
It's new me, part 5.
-Co się stało? - nieznajomy wbiega za mną.
-Zostaw mnie. Źle się czuję.
-Mogę pomóc?
-Zostaw mnie! - syknęłam, przygwożdżając go do ściany.
Chłopak głośno dyszał, był wyraźnie zszokowany.
-Przepraszam... - szepnęłam i wbiłam się w jego szyję.
Jego krew tryskała na każdą stronę. Czułam się szczęśliwa, podniecona. Czerwoną ciecz miałam wszędzie. Na twarzy, dekolcie. Uchodziło z niego życie, ale interesowało mnie to wtedy.
-Elena! - Damon próbował mnie odsunąć, ale odepchnęłam go.
Był martwy.
-Nie żyje?! - odzyskałam świadomość swojego czynu. -Zabiłam. Zabiłam. Zabiłam. Znowu!  - użalałam się.
Już po chwili byłam w ramionach Damona.
-Jestem zła. - łkałam.
-Nie, nie jesteś. Zdarza się najlepszym. - pocieszał mnie. -Przejdziemy przez to, razem. - ujął moją twarz w dłonie.
Spoglądaliśmy sobie w oczy. Ułożyłam swoje dłonie na jego.
-Chcę więcej. - szepnęłam cicho.
I wpiłam mu się gwałtownie  w usta. Objął mnie z całych sił. Podskoczyłam i oplotłam udami jego talię. W pewnej chwili obydwoje się zatraciliśmy i osunęliśmy na ziemię. Całowaliśmy się zachłannie. Czułam, że ogarnia nas pożądanie.
-Tutaj? - roześmiał się.
-W kabinie. - wyszeptałam pomiędzy pocałunkami. -Chcę się z Tobą kochać. - dodałam.
Skierowaliśmy się do pierwszej kabiny. Posadził mnie na sedesie. Po chwili był nagi. Damon gwałtownie zdarł ze mnie wszystko, aż też zostałam bez niczego. Wszystko walało się po pomieszczeniu. Na szczęście Damon zamknął łazienkę na zamek. Gdy oboje byliśmy gotowi, szybko we mnie wszedł. Jęknęłam, aż wreszcie krzyknęłam, gdy poruszał się we mnie coraz szybciej.
-Damonie...! Szybciej! - syknęłam.
-Kocham Cię! - wydarł się.
-Też Cię kocham! - pisnęłam, gdy byliśmy u końca.
Podczas gdy poruszał się we mnie, zlizywał podniecająco krew z moich piersi.
-Och, Damon... - przejechałam paznokciami po jego plecach. -Nie przestawaj, nie przestawaj. - mówiłam w kółko.
Po wszystkim, byliśmy wykończeni.
-Najlepsze... Halloween. - mówiłam z przerwami.
-Moje też.
-Najlepszy... seks... na... świecie... - szepnęłam mu do ucha, lekko je przegryzając.
Jeszcze chwilę byliśmy w kabinie, musząc odetchnąć.
-Jesteś taka piękna... - wpatrzył się we mnie.
-A Ty taki gorący... - przejechałam dłonią po jego plecach, lekko wbijając w niego paznokcie.
I przerwał nam dzwonek mojego telefonu. Dzwoniła Bonnie. Nie zdążyłam odebrać.
-Elena! Jesteś tam? Słyszałam Twój telefon! - krzyczała, waląc w drzwi.
-Szybko! - przestraszyłam się. -Ona jest czarownicą, Damon. Może zrobić wszystko.
Gdy Damon był już gotowy, pomógł mi się ubrać. Całe moje rajstopy były pozdzierane, a sukienka lekko poharatana. Podeszłam do lustra i ułożyłam włosy.
-Co się stało? - spytała, kiedy wyszliśmy.
-Um... - nie wiedziałam, co powiedzieć.
-Uczyłem Elenę się żywić i trochę się podłamała. - Damon przejął pałeczkę.
-Co się stało z Twoim strojem? - och, Bonnie! nie utrudniaj.
-Elena chciała być seksowniejsza. - Damon, znowu.
-Nie ważne, wracajmy. - oznajmiła Bonnie, idąc w stronę samochodu.
Gdy ona szła przed nami, Damon złapał moją dłoń i pocałował ją. Zarumieniłam się. My naprawdę to zrobiliśmy? Tutaj? W toalecie? Boże.
Damon wraz z Bonnie jechali z przodu, a ja z tyłem. Spojrzenia moje i Damona spotkały się w przednim lusterku. Wciągnęłam powietrze, skrępowana.
alwaysforever
2664 e74f 420
It's new me, part 4.
Trzy dni później.
-Dawaj, Eleno. Chodź ze mną! Będzie fajnie! - nawia mnie Bonnie.
-Bonnie... nie mam ochoty. - odrzekam.
-Elena!
-O co tu chodzi? - Damon schodzi na dół w samych spodniach. -Impreza Halloweenowa? Dzisiaj? No to mamy plany na wieczór. - dodaje.
Patrzę na niego gniewnie.
-Do zobaczenia! - krzyczy Bonnie, wychodząc.
-Ekhem... -krzyżuję ręce na piersi.
-Och, Eleno. Wyluzuj. Zabawimy się i... - przybliża się do mnie. -Nauczymy pożywiać. - szepcze mi do ucha.
Przewracam oczami.
-Niech Ci będzie. - macham ręką.
Przebrałam się z Bonnie za ofiary Kuby Rozpruwacza, a Damon został owym Kubą.
Wysiadamy całą trójką z samochodu Damona. Bonnie powędrowała gdzieś, chyba do koleżanek z collegu.
-Będzie ciekawie. - Damon patrzy na mnie znacząco.
-Na pewno... - odpowiadam, nie będąc przekonana.
-Chodźmy do środka. - wchodzimy w ramię do środka.
Siadamy przy stoliku i popijamy Krwawą Merry.
-Zatańczysz? - pyta z uśmieszkiem Damon.
-Nie mam ochoty. - odpieram, mieszając rurką drinka.
Damon wzdycha i sam wchodzi na parkiet. Od razu przyczepia się do niego jakaś lasencja. Udaję, że mnie to nie obchodzi. Próbuję odwrócić od nich wzrok, ale jestem tak cholernie zazdrosna. Damon oplótł swoimi umięśnionymi dłońmi jej talię, a ona zarzuciła mu ręce na szyję. Jeszcze spojrzał się na mnie z tym swoim zadziornym uśmieszkiem. Odwróciłam się szybko. Zaczęli tak tańczyć, że nie mogłam na to patrzeć. Jeszcze trochę, a zaczęliby się kochać. Choć nie chciałam - patrzyłam na niego. Pragnęłam go jeszcze bardziej.
-Moja kolej. - syczę do tej napalonej laski.
-A jednak? - Damon nie udaje ekscytacji.
-No co? Była napalona, uratowałam Cię. - odpieram kłamstwem.
-Jesteś zazdrosna! - wykrzyczał uradowany.
-Nie! - zaprzeczam.
-Czyżby? - unosi jedną brew.
-Myśl co chcesz. - macham ręką.
-To mogę Cię prosić chociaż o jeden taniec? - pyta ponownie.
-Dobrze. - wyciągam do niego dłoń, a on posłusznie ją łapie.
Czułam, jak robi mi się gorąco. Nasze klatki piersiowe stykały się ze sobą. Objął mnie w talii, tak samo, jak poprzednią "zdobycz".
-Denerwujesz się. - szepcze.
-Ja? Nie... nie... nie denerwuję się. Coś Ty. - jąkam się.
-Widzę, że to dla Ciebie trudne. - mówi, a ja patrzę na niego pytająco. -Moje towarzystwo.
-Hahaha, akurat. - śmieję mu się w twarz.
-Skoro tak... - przybliża się do mnie z wydymanymi ustami.
-Damon...
-Wybierz ofiarę. - i znów szept.
Myślałam, że chce...
-Co taka zdziwiona? Myślałaś, że Cię pocałuję. - wyłupia oczy.
-On. - omijam temat i wskazuję na chłopaka, podpierającego ścianę i sączącego piwo.
-Idę z Tobą. - rzecze, kiedy idę w kierunku "wybranego".
-Cześć. - próbuję być uwodzicielska. -Ależ Ty przystojny. - przejeżdżam dłonią po jego ramieniu.
Chłopak uśmiechnął się dumnie i pociągnął mnie za wielką kolumnę. Spojrzałam ukradkiem na Damona, a on puścił do mnie oczko.
Wbiłam się w szyję chłopaka. Piłam, piłam i piłam. Nie chciałam przestać.
-Elena! Stop! Zabijesz go! - krzycy Damon. -Cholera, Elena!
Damon odciąga mnie siłą. Zauroczył go i kazał mu odejść.
-Zrobiłam to... dzięki, że mnie powstrzymałeś.
-Brawo! - krzyczy, a ja wpadłam mu w ramiona.
-Zrobiłam to. - raduję się.
-To teraz moja kolej. - oznajmia Damon, patrząc w tłum. -O! Mam.
-Baw się dobrze. - klepię go po plecach, gdy odchodzi.
-Zaraz wrócę. - rzuca.
-Zatańczysz? - usłyszałam za sobą męski głos.
-Um... - jąkam się.
-No chodź... - zachęca nieznajomy.
-Okej... - odpowiadam
Wirowaliśmy na parkiecie. Nagle jego szyja znalazła się przy moich ustach. Ale nie mogłam tego zrobić, nie bez Damona. Przeprosiłam nieznajomego i pobiegłam do łazienki.

January 02 2013

alwaysforever
5571 ef98 420
It's new me, part 3.
-Nie, Damon. - odpycham go od siebie. -Nie mogę... to za wcześnie... - łapię się za głowę.
-Zawsze to robisz. - mówi złowrogo.
-Co robię?
-Całujesz mnie i odchodzisz. Po co? Ha, i jeszcze wyznałaś mi miłość. To śmieszne i żałosne, Eleno! - krzyczy.
-Ja się gubię, Damon. Kocham Was obu... co mam z tym zrobić? Nie chcę być taka, jak Katherine. Jesteście dla mnie ważni i nie chcę Was zranić... a tak zrobię, jeżeli wybiorę któregoś z Was. Daj mi czas...
-Ile czasu już Ci dałem, huh? Ile jeszcze mam na Ciebie czekać? Wiesz co? Odpuść sobie. Zapomnij.
-Nie, Damon... - chcę go zatrzymać, ale znika.
Co ja zrobiłam? Straciłam najważniejsze osoby w moim życiu... Byłam taka niesprawiedliwa. Już dawno powinnam wszystko poukładać w swojej głowie.
Nagle poczułam ogromne pragnienie. Moja  twarz przybrała wampirzy wyraz. Wtem w moją stronę jechało auto. Stanęłam mu na drodze. Mężczyzna wysiadł.
-Przepraszam? Co się stało? - pyta.
Rzuciłam się na niego i wpoiłam w jego szyję. Nie mogłam się powstrzymać... wyssałam z niego ostatnie krople krwi. Zabiłam go. Po raz pierwszy kogoś zabiłam! Jak mogłam?!
-O boże! - zakrywam usta dłonią i zaczynam płakać.
Na moich ubraniach, ustach, dłoniach było pełno krwi. Z lekkim trudem pociągnęłam ciało i wróciłam je do wody. Jeszcze chwilę łkałam nad nim, a potem postanowiłam wrócić do domu... Ale nie do swojego. Nie mogłam pozwolić, żeby Jeremy zobaczył mnie w takim stanie. Poszłam do Salvatorów.
Wpadłam do środka, gdzie zastałam Damona.
-Damon! - podbiegam do niego i wpadam w ramiona.
On otula mnie swoimi dłońmi i całuję w czubek głowy. Wiedział, co zrobiłam...
-Nie chciałam... nie chciałam... ja po prostu... zabiłam... zabiłam go... - jąkam się w kółko, płacząc mu w koszulkę.
-Ciii... - głaszcze mnie po głowie. -Musisz się umyć - bierze mnie na ręce i zaniósł do swojej łazienki.
Postawił mnie przed sobą. Wziął wacik i zamoczył go. Delikatnym ruchem ścierał zaschniętą krew z mojej twarzy.
-Hej, hej, nie płacz. - szepcze, przecierając kciukiem łzę spływającą po moim poliku.
-Jestem potworem...
-Nie, nie jesteś. Elena, spójrz na mnie. Elena. - chwyta mój podbródek i kieruje mnie na siebie. -Nie zrobiłaś nic, czego powinnaś się wstydzić. Nie pozwolę Ci się zatracić, nauczę Cię żywienia.
-Dziękuję... I przepraszam za dzisiaj...
-Nie musisz, też przepraszam.
-Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby Ciebie tu nie było.
-Jestem i nigdzie się nie ruszam. - muska wargami moje czoło.
Uśmiecham się w wdzięczności.
Miałam krew również na dekolcie. Damon wahał się i spojrzał na mnie pytająco. Kiwnęłam głową.
-Tak będzie lepiej. - ściągam z siebie koszulkę i zostaję w samym staniku.
Odrobinę się krępuję.
Damon bierze kolejny wacik i przejeżdża nim w okolicy moich piersi. To takie wspaniałe uczucie... on ma taki wspaniały dotyk. Nagle przywieram do niego i dyszę mu głośno w twarz. Pragnę go, teraz. Kładzie zimną dłoń na dole moich pleców i wpatruje się w moje usta.
-Nie możemy. - szepcze.
-Wiem... - odpowiadam ze skruchą. -Ale możesz coś zrobić? - pytam.
-Pocałuj mnie... - nachyla się nade mną.
-Nie, nie. - kręcę głową. -Tutaj. - przejeżdżam palcem po piersiach.
-Elena...
-Proszę. - jęczę.
Nachyla się i delikatnie podgryza skórę na moim dekolcie. Wplątuję drgające dłonie w jego włosy. Coraz bardziej do siebie przywieramy. Wtem Damon w wampirzym tempie dociska mnie do ściany.
-Tutaj... - wędruję palcem od łokcia do obojczyka.
Robi, jak mu mówię.
-Och, Damon... - wkładam dłonie pod jego bluzkę.
Unoszę lewą nogę i oplatam wokół jego tułowia. Prawą rękę mam w górze, wpijając ją w ścianę. I wtedy Damon się odsuwa.
-Kiedyś nadejdzie pora na więcej. - dyszy.
-Jestem gotowa... wiem to. Pragnę Cię. Chcę Cię poczuć, Damon. - sama nie wiem, czy tego chcę... raczej nie, ale pochłania mnie pożądanie i podniecenie.
-Wcale nie chcesz. Teraz tak mówisz, bo... się napaliłaś. - zaśmiał się lekko.
Przyznaję mu rację i wciągam z powrotem t-shirt.


-Dam Ci coś swojego. - patrzy na moje zakrwawione ubrania.
Wyszliśmy z łazienki, wchodząc do jego sypialni.
Sypialnia Damona...
Podszedł do szafy i wyjął jedną ze swoich podkoszulek. Podał mi ją, a ja podziękowałam.
-Nie patrzę. - Damon staje tyłem do mnie.
Trochę się mimo wszystko krępowałam... Ściągnęłam bluzkę, a potem spodnie. Stałam w samej bieliźnie. Nie mam pojęcia, czy Damon podglądał... byłam odwrócona. Szybko więc wsunęłam na siebie jego koszulka, która zasłaniała mnie do pupy.
-Gdzie Stefan? - pytam, a on odwraca się do mnie z powrotem.
-Chyba zamieszkał u Caroline na trochę... z racji, że Ty mieszkasz tutaj.
-Przepraszam, jeżeli się narzucam, ale nie chcę mieszkać u siebie. Jest tam taka napięta atmosfera... Jeszcze moje pragnienie i Jeremy w pobliżu. To mogłoby nie skończyć się dobrze.
-Nikomu nie przeszkadzasz. Jutro pójdziemy po Twoje rzeczy, a teraz idź spać. - rzekł, a ja się uśmiecham.
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl